O mnie

Mam na imię Sonia. Rocznik ‘’91. Pierwsze zagraniczne wypady to te, które odbywałam wraz z rodzicami, głównie w trakcie ferii zimowych w polskich górach – za słowacką granicę! Pełne emocji dla mnie, ówczesnej 8- czy 10-latki, czy pan ze srogą miną na pewno przepuści przez granicę. Po Lentilki, czekoladę Studencką i Beherovkę. Ta ostatnia wprawdzie w ogóle mnie nie interesowała, za to czekolada jak najbardziej. W tej kwestii akurat przez te wszystkie lata niewiele się zmieniło. 

Kraje które do tej pory odwiedziłam:

Rodzice zawsze dbali o to, bym miała fantastyczne wakacje, ale latem 2004 roku Tata przeszedł sam siebie. Najpierw zapakował cały nasz dobytek na kajak i nauczył, jak rozbijać namiot i wyjmować kleszcze paznokciami oraz unikać wywrócenia kajaku na srogich falach. Zaraz potem zabrał w Tatry, gdzie z cholernie ciężkimi pleckakami (w których znajdowały się między innymi takie niezbędne akcesoria jak słoik ogórków kiszonych i garnek) przemaszerowaliśmy połowę gór. Prawie nie było wieczoru, żebym nie płakała ze zmęczenia. Tata się nie żalił, ale ostatniego dnia, w schronisku w Dolinie Chochołowiskiej wchodził po schodach tyłem, bo tak go bolały kolana, że nie był w stanie zrobić tego normalnie.

To do dziś chyba najbardziej pamiętne wakacje w życiu! I wbrew pozorom ten trud wcale mnie nie zraził, jestem pewna, że to wtedy zaszczepiony został we mnie bezpowrotnie bakcyl przygody! Potem oczywiście był podsycany na kolejnych wypadach z Mamą i Tatą, później także moim małym bratem Jaśkiem, aż nadszedł czas odcięcia pępowiny i ruszenia samodzielnie w drogę.

Dosyć długo trwało, zanim zdecydowałam się na swoją pierwszą dużą (w moim ówczesnym odczuciu) podróżniczą przygodę – po drugim roku studiów pojechałam z moim kumplem autostopem do Szwajcarii. To było spełnienie marzeń i moment, który otworzył mi oczy, że jeśli się tylko chce, to można pojechać naprawdę wszędzie i przeżyć niezwykłe emocje. Od tamtej pory zawsze chciałam już tak spędzać każdą wolną chwilę.

W czasie studiów dzięki autostopowi i tanim biletom lotniczym odwiedziłam ponad 20 krajów, za każdym razem przekonując się, że podróżowanie to najfajniejszy sposób spędzania czasu. Zdążyłam też zrobić kurs przewodnika beskidzkiego, co rozwinęło moje umiejętności poruszania się w terenie, ale też rozbudziło górski apetyt. Poznałam w tym czasie mnóstwo inspirujących ludzi, którzy rozpalali coraz bardziej moją podróżniczą wyobraźnię.

W 2013 roku pojechałam na Erasmusa do Hiszpanii i po pół roku w Kordobie nic już nie było takie samo. Był to z pewnością jeden z tych momentów, o których mogę powiedzieć “najlepszy czas w życiu”. Po powrocie do Krakowa, wiosną 2014 roku poznałam Artura, który jest moim najwierniejszym kompanem podróży. To nie tylko mój najlepszy przyjaciel, ale też mój ukochany. Choć temperamenty i talenty mamy zupełnie inne, to okazało się, że mamy wspólne marzenie – ale o nim napisałam trochę więcej tutaj.

Jestem osobą pełną energii, choć mam dni, gdy wszystko jest na nie i nic mi się nie chce. Wierzę w to, że świat jest pięknym miejscem, pełnym dobrych ludzi, choć nieraz się boję i wyolbrzymiam ryzyko. Nie ma hotelu, który skusiłby mnie swoim przepychem, gdyby na szali stał nocleg w namiocie w naprawdę pięknym miejscu. Najlepiej na świecie czuję się w dwóch położeniach: na łonie przyrody i wśród średniowiecznej archietektury. To moje naturalne środowisko. Czasem marudzę, ale nie mam problemu się ubrudzić i zmęczyć. Po wszystkim lubię się nagrodzić czymś pysznym i okropnie słodkim. Lubię ludzi, choć często lubię pobyć sama albo tylko z kimś najbliższym. 

Lubię mówić, pisać i dzielić się swoimi doświadczeniami, dlatego też powstał ten blog. Ale o tym więcej w innym miejscu.