Malezja

Malezja – dlaczego to najlepszy kraj na pierwszą podróż do Azji?

Zanim wyjechaliśmy w naszą podróż po Azji, to Malezja nie kojarzyła mi się z niczym innym niż Petronas Towers i organizowany w Kuala Lumpur raz do roku wyścigiem Formuły 1. Nawet kiedy byliśmy już w drodze i powoli zbliżaliśmy się w stronę Azji Południowo-Wschodniej, informacje, które czytałam o Malezji przedstawiały ją jako kraj nijaki, nieciekawy, czy słabo wypadający na tle sąsiedniej Tajlandii. Wjechaliśmy bez wielkich oczekiwań, a wyjechaliśmy po 40 dniach absolutnie urzeczeni, zafascynowani przyrodą, rozkochani w malezyjskiej kuchni, odprężeni, bo okazało się, że podróżowanie po Malezji jest łatwe i przyjemne. Szybko doszłam też do przekonania, że to właśnie Malezja jest najlepszym krajem (przynajmniej z tych, które odwiedziłam), by zacząć swoją przygodę z dalekimi podróżami czy z Azją. Dlaczego? Poniżej lista powodów!

Zachwycające krajobrazy malezyjskiego Borneo.

To Azja w pigułce

Malezja, ze względu na swoją historię i krzyżujące się tu wpływu różnych kultur, do dziś pozostaje fantastycznym i bardzo barwnym ich miksem. Zetkniecie się tu nie tylko z kulturą malajską, ale także chińską i hinduską, zaś na Borneo to już w ogóle jest niesamowita mieszanka etniczna i chyba każdy mieszkaniec tej części kraju mówi co najmniej w pięciu językach.

Można tu skosztować dań wywodzących się z innych kultur Azji, zobaczyć hinduską czy chińską architekturę, ludzi o fenotypie charakterystycznym dla innych krajów Azji Południowo-wschodniej. Można w ten sposób przekonać się, czy te klimaty to w ogóle coś dla nas, czy dalsze eksplorowanie kontynentu to to, w co warto inwestować czas i pieniądze.

Przeciekawe, multikulturowe miasto Georgetown.
Georgetown to miasto słynące ze swojej kuchni. Mieszają się tu wpływu wielu innych azjatyckich krajów.
Można spróbować np. tradycyjnych chińskich pierożków dim sum serwowanym z wózka krążącego między stolikami.

Ponadto w Malezji można znaleźć w pigułce większość atrakcji, jakie prezentują także inne azjatyckie kraje: mamy tu i rajskie wyspy z fantastycznymi warunkami do nurkowania i snorkelingu (Perhentians, Tioman), są wyspy imprezowe, jak w Tajlandii (Langkawi), jest dżungla z prawdziwego zdarzenia (Taman Negara, a także lasy deszczowe na Borneo w okolicach Miri i Park Narodowy Bukit Lambir), są przepiękne plantacje herbaty i góry (Cameron Highlands), znajdzie się coś nawet dla fanów porządnego górskiego wycisku (góra Kinabalu na Borneo). Jest fantastyczna przyroda (Borneo!!!) i przeciekawe miasta (Georgetown, Melaka) na czele z prawdziwą azjatycką metropolią, jaką jest Kuala Lumpur. Wreszcie są i hinduskie świątynie przesycone kolorami i chińskie dzielnice, gdzie tlą się kadzidełka ku czci zmarłych przodków. Czego chcieć więcej?!

Fantastyczne krajobrazy na plantacji herbaty Boh.
Wyspy Perhentian to raj dla nurków.
Pełna zwierząt okolica rzeki Kinabatangan na Borneo.

Łatwo tu dolecieć

Kuala Lumpur to z pewnością jeden z najważniejszych hubów lotniczych w Azji. Z tego punktu można polecieć niemal do każdego azjatyckiego kraju i do Australii. Zarazem do Kuala Lumpur stosunkowo łatwo i tanio można dostać się z Europy. Z Polski bezpośrednich lotów brak, ale nietrudno znaleźć lot przez Londyn, Frankfurt lub Amsterdam. Popularnym rozwiązaniem są też loty z przesiadką w Dubaju. Ceny najtańszych oscylują w okolicy 1500 – 2000 PLN za osobę, w dwie strony.

Georgetown i jeden z najsłynniejszych murali miasta.

Nie potrzeba wizy

Przechodzenie przez nieraz trudne i skomplikowane procesy wizowe, to jeden z najgorszych aspektów podróży i potwierdzi to chyba każdy, kto odbił się już kiedyś w swoim życiu od okienka urzędnika w ambasadzie chińskiej, rosyjskiej czy irańskiej. Do tego dochodzą jeszcze koszty wyrabiania wizy, często niemałe. Jeśli jednak chodzi o Malezję, to przyjeżdżając tu oszczędzamy sobie całego tego stresu, bowiem jako obywatele UE możemy przebywać na jej terytorium bez wizy do 90 dni. Jeśli pokochacie Malezję całym sercem i będziecie chcieli zostać jeszcze dłużej – nic prostszego, jak tylko wyskoczyć na jeden dzień do Singapuru czy w przypadku Borneo – do Brunei. Do tych państw także nie potrzebujemy wizy, a wracając do Malezji będzie można zostać w niej na kolejne 90 dni (łącznie 180 dni w ciągu roku). Nie trzeba mieć biletu wyjazdowego, nikt o nic nie będzie pytał, wystarczy mieć tylko paszport ważny przez kolejne 6 miesięcy – no bajka! Szczegółowe przepisy wjazdowe zawsze trzeba sprawdzać na oficjalnych stronach rządowych, jak choć nasz MSZ.

Na granicy tajsko-malezyjskiej. Uuu, będzie nowy kraj!

Jest bezpiecznie

Podczas naszego 40-dniowego pobytu w Malezji ani razu nie czułam się zaniepokojona, nie miałam poczucia, że powinniśmy na coś szczególnie uważać, czy jakichś miejsc unikać. Nawet w prowincji Sabah na Borneo, która uchodzi za stosunkowo niebezpieczną (z uwagi na działalność islamskich ugrupowań terrorystycznych, operujących na wodach między Borneo a Filipinami) czuliśmy się spokojnie i bezpiecznie, i to jeżdżąc autostopem. Słowem – trzeba uważać, tak jak wszędzie, mieć łeb na karku i nie prosić się o kłopoty, ale poza tym nie trzeba się obawiać o żadne szczególne zagrożenia. Nawet na drogach było bezpieczniej niż gdziekolwiek indziej w Azji – kierowcy i pasażerowie zapinali pasy, nie jeździli szybko, nie zabierali pasażerów na paki pick-upów. Po miesiącach podróżowania właśnie w taki sposób, wjazd do Malezji był dla nas lekkim szokiem, bo dawno nie poruszaliśmy się w miejscu, gdzie obowiązywałyby przepisy drogowe!

Łatwo po niej podróżować

Skoro o drogach i przemieszczaniu się mowa, to warto wspomnieć, że podróżowanie po Malezji jest wyjątkowo łatwe i przyjemne. W Malezji zachodniej, czyli na kontynencie, poruszaliśmy się niemal wyłącznie autostopem i działał on doskonale. Drogi są szerokie, nowe i bezpieczne, nie trzeba się więc martwić, że przejechanie 200 kilometrów zajmie cały dzień.

Sytuacja ma się nieco gorzej na Borneo, gdyż przez całą malezyjską część wyspy biegnie tylko jedna, główna droga, do tego jednopasmowa. Jest cały czas poszerzana, gdzieniegdzie pozbawiona asfaltowej nawierzchni w związku z pracami (to zwłaszcza w stanie Sarawak), więc podróżuje się tu wolnej. Za kilka lat będzie jednak pewnie już zupełnie dobrze, bo prace trwają.

Podróżowanie autostopem po Malezji jest łatwe, bezpieczne i przyjemne!
Autostop na Borneo – sama radość!

Transport publiczny w Malezji istnieje (a to w Azji wcale nie takie oczywiste) i ma się dobrze, więc podróżowanie po tym kraju lądem to przyjemność. W części zachodniej autobusem jechaliśmy tylko raz, na trasie z Penang do Ipoh. Był czysty, nowoczesny, klimatyzowany, a bilet bez problemu kupiliśmy na dworcu tuż przed odjazdem (ale można też z wyprzedzeniem, w Internecie). Na Borneo dwa razy wsiedliśmy do autobusów, które zatrzymały się dla nas, gdy łapaliśmy stopa. Zdecydowaliśmy się na to, gdyż w obu przypadkach było już ciemno, a nam zależało na dojechaniu do celu. Trudno wyobrazić sobie łatwiejszy sposób na zorganizowanie przejazdu, niż po prostu stanąć na drodze i zamachać na autobus jadący w pożądanym kierunku.

Do tego trzeba dodać jeszcze bardzo gęstą sieć tanich lotów po samej Malezji – Air Asia, jedna z największych tanich linii lotniczych świata, to właśnie linia malezyjska, z głównym portem w Kuala Lumpur, więc z tego miasta dolecieć można właściwie wszędzie i to bardzo tanio, tak na obszarze kraju (w tym na Borneo), jak i do innych państw Azji. Do tego dochodzą jeszcze inne tanie linie, jak choćby Malindo.

Główne lotniska w Malezji zachodniej, oprócz Kuala Lumpur, to także: Kota Bharu, Johor Bahru i Penang. W malezyjskiej części Borneo znajduje się całe mnóstwo lotnisk, a najłatwiej dostępne to: Kuchning, Kota Kinabalu, Miri i Sandakan. Bez problemu i niedrogo można też lecieć na rasie z Kuching do Kota Kinabalu. Bilety na trasie z Malezji kontynentalnej na Borneo można kupić już za ok. 20 dolarów w jedną stronę.

Między wyspami kursują promy lub łodzie o regularnych rozkładach.

Łatwo się porozumieć

Większość Malezyjczyków, z którymi mieliśmy styczność mówiła bardzo dobrze po angielsku, więc porozumienie się nie stanowiło najmniejszego problemu (w przeciwieństwie np. do Tajlandii, gdzie prawie żaden z naszych kierowców, którzy nas zabrali na stopa, nie potrafił powiedzieć ani słowa po angielsku). Jeśli nawet mieszkańcy nie będą znali angielskiego, to – uwaga, uwaga! – w Malezji obowiązuje znany nam dobrze i lubiany alfabet łaciński, więc nauczenie się kilku podstawowych zwrotów w tym języku to pestka. Uwierzcie, po przejechaniu Tajlandii, Laosu, Kambodży i Birmy, gdzie literki wyglądają jak szlaczki, możliwość przeczytania szyldu czy etykiety na produkcie była dla nas jak dar Niebios!

Malezyjczycy są fantastycznie kontaktowi, a brak bariery językowej rodzi szanse na przyjaźnie!
W Kuching z naszym gospodarzem z CS, Jasperem i jego rodzicami. – właścicielami wegetariańskiego street foodu.

Nie trzeba się obawiać o naciąganie

Po przedarciu się przez takie kraje jak Indie czy Wietnam, robienie zakupów w Malezji jest jak spełnienie marzeń. Na produktach w sklepach są ceny, nie trzeba więc z każdym jednym biegać do kasjera, z pytaniem “po ile to?” i świadomością, że zostaniemy wycenieni według jego widzimisię. Nie spotkałam się też z żadną, powtarzam żadną próbą oszustwa czy naciągania. Nie musiałam się nawet nigdy targować, bo ceny były z reguły jasno ustalone i na tak rozsądnym poziomie, że nie budziły moich najmniejszych wątpliwości. Brak konieczności dochodzenia się ze sklepikarzem, przy każdym najmniejszym zakupie (codzienność w Nepalu czy Wietnamie), to prawdzie ukojenie.

Oczywiście, zawsze można negocjować cenę poważniejszej usługi, np. w przypadku korzystania z wycieczki zorganizowanej, noclegu czy wynajmu skutera. Nie przypominam sobie jednak, żebyśmy musieli coś takiego robić, bo ceny zawsze nam odpowiadały lub były po prostu jasno ustalone.

W Malezji też nigdy nie musieliśmy się obawiać zamawiania w ciemno czegoś w restauracji. Często zamawialiśmy coś do picia bez rzucenia okiem na ceny i mogliśmy być spokojni, że nigdy nie zapłacimy więcej, niż te 2-3,5 MYR (1,90 – 3,35 PLN). Nikt nigdy nie próbował wykorzystać naszej domniemanej “turystycznej niewiedzy”.

Jest tanio

A jeśli już jesteśmy przy pieniądzach, to powiem, że mimo tego, że Malezja jest naprawdę rozwiniętym i całkiem nowoczesnym krajem, to jest w niej zaskakująco tanio! Powiedziałabym, że znacznie taniej niż w Tajlandii. Potrafiliśmy za 7 zł/os. najeść się tak, że ciężko nam było wyjść z restauracji. Za nocleg płaciliśmy z reguły ok. 20 zł/os. (i to często była cena za osobę w dwuosobowym pokoju). Niedrogie są taksówki zamawiane przez aplikację Grab (azjatycki Uber). Ceny są oczywiście wyższe w bardziej odizolowanych miejscach, jak np. wyspy Perhentian, ale to wciąż podwyżka rzędu 25%.

Koszt atrakcji turystycznych też nie jest jakiś zawrotny, bo np. na Borneo wstęp do każdego parku narodowego to wydatek 20 zł/os. za cały pobyt, nawet jeśli trwa kilka dni. Dużo atrakcji w ogóle jest darmowych, jak np. murale w Ipoh czy Penang oraz plantacje herbaciane Boh i wycieczka po fabryce herbaty.

Obiad za kilka złotych w Malezji. Wow!

Jest pysznie

Malezyjska masala dosa śni mi się po nocy. Jedzenie w Malezji jest absolutnie fantastyczne, różnorodne i na dodatek bardzo niedrogie. To zasługa zjawiska, o którym już była mowa – wielkiej mieszanki kulturowej. Można tu spróbować oczywiście malajskich dań, ale także chińskich i indyjskich. Do naszych ulubionych należą oczywiście te ostatnie, bo tu nietrudno znaleźć przepyszne i pełne smaków opcje wegetariańskie. I co najważniejsze – smak jak w Indiach, ale jakby 10 razy czyściej, więc nie trzeba się obawiać o problemy żołądkowe, uff!

Skoro o tym mowa, to jeszcze powiem, że Malezja była też jednym z tych krajów, w których absolutnie nie trzeba się bać napojów z lodem – lód jest tu właściwie zawsze fabrycznie produkowany i taki tylko dodawany do napojów. Łatwo go poznać, bo ma formę fiolki z dziurką.

Masala dosa – moje absolutnie ukochane danie, które śni mi się po nocach!
Tradycyjnie serwowana na liściu bananowca i z trzema wiadrami przepysznych sosów.
Tissue dosa, czyli wariacja na temat najlepszego malezyjsko-indyjskiego dania.
Chińskie inspiracje w malezyjskiej kuchni. Pycha!

Opieka zdrowotna jest na wysokim poziomie

Rozchorować się w Malezji to nie strach. Mieliśmy okazję być tu w szpitalu i możemy powiedzieć, że są tu placówki o absolutnie najwyższych standardach. Oczywiście mowa tu o prywatnych szpitalach, w których wizyty do tanich nie należą, ale w naszym przypadku wszystko przebiegało bezgotówkowo dzięki ubezpieczeniu podróżnemu. Telefon do ubezpieczyciela, a potem tylko trzeba było stawić się we wskazanym miejscu na czas. Nawet jeśli w Malezji zdarzy się jakaś przykra zdrowotna przygoda, to nie trzeba się obawiać o swoje zdrowie i życie w szpitalu (pod warunkiem, że ma się ubezpieczenie, oczywiście!).

Bankomaty nie pobierają prowizji

Po zdobyciu wizy do kraju, drugim najbardziej frustrującym elementem podróży jest zdobycie lokalnej waluty. My zawsze stawiamy na bankomaty i wypłatę gotówki po najlepszym możliwym kursie, dzięki przewalutowaniu na koncie Revolut. W naszym przypadku po prostu wożenie worka z pieniędzmi przez kilkanaście miesięcy i wymienianie ich w kantorach nie byłoby ani bezpieczne, ani tym bardziej opłacalne. Niestety, jednej rzeczy przeskoczyć się nie da – opłat za korzystanie z bankomatu i niskiej maksymalnej kwoty jednorazowej wypłaty, które obowiązują w niektórych krajach. Jeśli trafi się jeszcze na połączenie tych dwóch spraw (jak np. w Tajlandii czy Nepalu), w kraju, gdzie operuje się wyłącznie gotówką, to wybranie pieniędzy staje się bardzo kosztowne.

Szczęśliwie Malezja jest od tego problemu całkowicie wolna! Bez problemu znajdowaliśmy darmowe bankomaty, wszędzie gdzie potrzebowaliśmy, nigdy nie mieliśmy problemu z użyciem naszych kart Revolut – ani raz nie zostały odrzucone. Jeden problem z głowy mniej!

Nie masz jeszcze własnej karty Revolut, a chcesz ją zdobyć? To nic trudnego! Kliknij w TEN LINK, zarejestruj się w aplikacji i zamów swoją DARMOWĄ kartę! A TUTAJ znajdziesz kilka najważniejszych wskazówek, jak używać karty i być z niej zadowolonym!

Korzystanie z bankomatów w Malezji to zero stresu i problemów.

Nie trzeba przeliczać waluty

W kwestii zarządzania pieniędzmi w Malezji jeszcze jedna rzecz sprawia, że fantastycznie łatwo po niej podróżować – przelicznik malezyjskiego ringgita do polskiego złotego. Oczywiście, może to się zmienić w czasie, z reguły jednak kursy obu walut są niemal 1 do 1 (1 MYR = 0,96 PLN). Zero przeliczania, zero pomyłek!

Fantastyczny system pralni

I na koniec rzecz, za którą naprawdę już ostatecznie i z pełnym przekonanie pokochałam Malezję całym serduszkiem, bo już lepiej być nie mogło. W tym kraju funkcjonuje absolutnie najlepszy system pralni samoobsługowych, a jakim miałam okazję się zetknąć! Po pierwsze – w ogóle są takie pralnie (np. w Pakistanie prałam przez 6 tygodni ręcznie, bo pralki ani widu ani słychu), po drugie są na każdym kroku. Dodajcie do tego bajecznie niską cenę, komfort (darmowe Wi-Fi, automatycznie dozowane detergenty), higienę (dezynfekcja. To wbrew pozorom ważne. W Nepalu notorycznie znajdowałam cudze majtki w swoim praniu…) i szybkość (godzina i pranie jest suche i pachnące). Ja wiem, że w perspektywie tygodniowego urlopu to może nie jest najważniejsza sprawa, ale jeśli podróżuje się przez ponad rok z 5 koszulkami, to konieczność szybkiego i bezproblemowego zorganizowania prania staje się czymś bardzo ważnym.

Malezjo, kochamy Cię i chętnie wrócimy! A Wy, czujecie się zachęceni do wizyty w tym kraju? Dajcie znać!

Jeśli uważasz ten post za przydatny i wartościowy, poślij go dalej! Będzie mi miło! Niech wszyscy mają fajne wakacje w Malezji. Dziękuję!

One Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *