Indonezja

Tydzień na Bali – gotowy plan. Nasza trasa, którą warto powtórzyć!

Zwiedzanie Bali, choć bardzo satysfakcjonujące, przypomina tor przeszkód. Trzeba wymijać nieuczciwych sprzedawców, naciągaczy, wybierać rozważnie atrakcje, by nie zbankrutować. Ponieważ mam prawdziwą alergię na nieuczciwe zagrania, a zarazem ogromny głód poznawania nowych miejsc, musiałam nauczyć się działać sprytnie i nie ulegać perswazji lokalsów o nieczystych intencjach. Wskazówkami, jak sobie z tym radzić w odwiedzanych miejscach, dzielę się w poniższym przewodniku. Bali ma bardzo dużo do zaoferowania, ale warto zdawać sobie też sprawę, że popularność tej wyspy doprowadziła do pompowania niemal każdego miejsca do rangi superatrakcji, nawet jeśli wcale nie jest taka przebojowa. To oczywiście często kwestia gustu czy osobistych preferencji, chciałabym jednak podzielić się z Wami moimi wrażeniami, by zaoszczędzić niektórym rozczarowania.

Poniższy plan to pomysł na zwiedzenie północnej i północno-wschodniej części Bali, uchodzących za ciekawsze, bardziej autentyczne i mniej turystyczne niż południe. Nie ciągnęło nas do hałaśliwych resortów w okolicach Kuty, więc takich atrakcji nie możecie się w tym planie spodziewać. Będą za to zielone pola ryżowe, sielskie krajobrazy, świątynie i podwodny świat.

Trasę, którą opisuję pokonaliśmy na skuterach. Moim zdaniem to najlepszy sposób na zwiedzanie Bali, bo daje całkowitą swobodę, możliwość przejażdżki maleńkimi, malowniczymi drogami, gdzie często nie dotrze samochód, zatrzymywania się przy każdym urokliwym punkcie. Wynajęcie skutera na Bali jest bardzo tanie – my biorąc dwa na 5 dni za każdy zapłaciliśmy po 50,000 rupii, czyli niecałe 14 zł. Do tego dochodzi koszt paliwa, także bardzo niski. Jeden litr kosztuje od 7650 do 10,000 rupii, czyli 2,11 – 2,75 zł.

Skuterem po Bali – spodziewaj się niespodziewanego!

Na Bali po raz pierwszy prowadziłam sama skuter i dałam radę! Warto jednak wiedzieć, że drogi nie należą do najprostszych. Mimo tego, że ich stan jest z reguły bardzo dobry (asfaltowa nawierzchnia), to są strome i bardzo kręte. Trzeba sobie też zdawać sprawę, że w Azji nie można bezkrytycznie ufać zasadom ruchu drogowego – musicie być zawsze przygotowani na zaskoczenia: nastolatka jadącego pod prąd, wyprzedzanie na zakręcie, brak użycia kierunkowskazów, ciężarówki zabierające szerokość obu pasów i tak dalej. Jednak w porównaniu z innymi miejscami w Azji, gdzie jeździliśmy na skuterze czy motorze, Bali wypada całkiem dobrze i jest spokojne. Mimo wszystko, to nie Europa. Koniecznie też zaopatrzcie się w międzynarodowe prawo jazdy (nawet tylko w kategorii B). To drobiazg, wyrobienie jest szybkie i tanie, a balijscy policjanci czyhają tylko na turystów bez tego dokumentu. Lepiej mieć i nie dać sobie wlepić mandatu!

Dzień 1. Zwiedzanie Ubud

Ubud, gdyby tylko było mniej zatłoczone turystami i mniej obwarowane wszelkiego rodzaju turystycznymi, komercyjnymi atrakcjami, byłoby przecudownym miastem. Może jest takie poza sezonem? My nie mieliśmy tego szczęścia, by nacieszyć się pustym i spokojnym Ubud, ale za to udało nam się podejrzeć obchody najważniejszego balijskiego święta – Galungan. Na ulicach było świątecznie, kolorowo, przepięknie. Zresztą sami zobaczcie, poniższe zdjęcia najlepiej oddadzą atmosferę tych dni.

W Ubud zdecydowanie warto pokręcić się po małych uliczkach, przyjrzeć przepięknym, tradycyjnym balijskim domom, zajrzeć na ich podwórka, nie wiedząc, czy właśnie wchodzimy do świątyni czy na teren czyjejś posesji. Jest też oczywiście kilka ważnych i popularnych punktów.

PAŁAC KRÓLEWSKI W UBUD

Niestety, można zobaczyć tylko jego małą część, pozostałe dziedzińce wyłączone są z ruchu turystycznego. Jednak już ten mały fragment daje przedsmak wspaniałości balijskiej architektury i misterności zdobień. Wstęp darmowy. Warto wybrać się tu na wieczorny spektakl przedstawiający balijskie tradycyjne tańce. Trwa ok. 1,5 godziny, koszt to 100,000 rupii za osobę. Koniecznie trzeba przyjść przynajmniej godzinę wcześniej, gdyż potem można już zapomnieć o dobrych miejscach albo w ogóle o wejściu na teren pałacu. Każdego dnia tygodnia przedstawiane są inne tańce.

SARASWATI TEMPLE

Bardzo malownicza świątynia, z której podziwiać można znów jedynie zewnętrzny dziedziniec, nie jest bowiem udostępniona dla ruchu turystycznego. Warto jednak wpaść i przyjrzeć się pięknym zdobieniom portali i oczkom wodnym. Wstęp darmowy.

BAZAR W UBUD

Naprzeciwko Pałacu Królewskiego znajduje się targowisko z wszelkiego rodzaju pamiątkami, ubraniami, biżuterią i bibelotami, które można zapragnąć przywieźć z Bali do domu. Warto tu wpaść na zakupy, koniecznie trzeba jednak pamiętać o targowaniu!

Targowanie na Bali

Mam wrażenie, że na Bali ceny wyjściowe są wyjątkowo wywindowane. Na Jawie w zasadzie nigdy nie musieliśmy się targować, na Bali musieliśmy to robić na każdym kroku, nie wspominając już o zakupach pamiątek. W przypadku tych cenę można zbić aż pięciokrotnie, jak wynika z moich doświadczeń. Trudno tak naprawdę dowiedzieć się jakie powinny być prawdziwe ceny – nikt Wam tego nie powie, dlatego przedstawię Wam, za jakie ceny ja ostatecznie zrobiłam swoje zakupy (choć mam poczucie, że w kilku przypadkach i tak przepłaciłam!):

  • długie spodnie / szarawary: cena wyjściowa – 200,000 rupii, ostatecznie przy targowaniu zeszła do 50,000
  • krótkie spodenki: cena wyjściowa 200,000 rupii, kupiłam za 40,000 (za spodenki z haftem, bez haftu można taniej zapewne)
  • sarong z frędzelkami, z cienkiego materiału: cena wyjściowa nawet 250,000! Ostatecznie można je kupić za 35,000 – 60,000
  • sarong bawełniany batikowy – cena wyjściowa: 250,000, odchodząc wystarczająco długo od stoiska usłyszycie 45,000 – 80,000
  • sarong syntetyczny batikowy – cena wyjściowa 150,000, kupiliśmy za 45,000, pewnie można i za 30,000
  • “srebrne” pierścionki z kolorowym oczkiem – proponowano mi ostatecznie 40,000

Niestety nie wiem, ile powinny kosztować pozostałe przedmioty, jak wiklinowe torebki, koronkowe bluzki, kadzidełka, kosmetyki i tym podobne. Myślę jednak, że powyższe zestawienie jasno pokazuje, że w Ubud trzeba się targować i to twardo! Nie zniechęcajcie się, jeśli przy pierwszej próbie sprzedawca nie będzie zainteresowany Waszą ceną – idźcie dalej, w głąb targu, gdzie często sprzedawcy są bardziej zdeterminowani, by coś sprzedać. Wszyscy mają ostatecznie ten sam asortyment.

MONKEY FOREST

Bardzo popularna atrakcja w okolicach Ubud, my jednak tak się nie wybraliśmy – makaków naoglądaliśmy się już w Azji mnóstwo, a te w Monkey Forest mają wyjątkowo złą sławę. Już przejazd obok tego miejsca na skuterze mnie przeraził – makaki przy samej drodze szalały, nawet przez nią przebiegały, były wyjątkowo agresywne i…upasione! To znak, że świetnie sobie radzą z objadaniem turystów! Jeśli nie boicie się małp i macie ochotę odwiedzić to miejsce, możecie je wpisać na listę miejsc do zobaczenia, będzie to zdecydowanie mocny punkt, ale trzeba liczyć się z ryzykiem ataku małpy.

Dzień 2. Okolice Ubud. Dystans: 42 km, nocleg w Ubud.

TARASY RYŻOWE TEGALALANG

Ubud – tarasy ryżowe Tegalalang – 10 km, 30 min. cena: darowizna + parking: darmowy

Tarasy Tegalalang są całkiem malownicze, jednak okrutnie skomercjalizowane. Wejście do nich poprzedza konieczność przedarcia się przez kafejki, sklepiki, dość tandetne “punkty foto”, w formie wiklinowych serc czy gniazd… Tak naprawdę im dalej na północ, tym tarasy piękniejsze i zdecydowanie polecam w tym kierunku podążać, a nie ograniczyć się do okolicy obwarowanej komercją. Na spacer po tarasach warto przeznaczyć ok. 2 godzin. Najlepiej zacząć rano, przed 8:00, gdy jest jeszcze mało osób. Później jest znacznie lepsze światło do zdjęć, ale i chętnych na nie więcej.

Wejście na tarasy nie jest biletowane, należy jednak do puszki przy wejściu/wyjściu, a czasem także po drodze wrzucić datek. Opiekuni “punktów foto” zachęcają do zrobienia sobie zdjęć, co kosztuje 10,000-15,000 rupii.

PURA GUNUNG KAWI SEBATU

Tegalalang – świątynia Pura Gunung Kawi Sebatu – 5 km, 10 min., cena: 30,000 / os. + parking: 2,000

Trafiliśmy do niej przypadkiem, gdyż tak naprawdę pomyliliśmy są z Gunung Kawi. Nie żałuję jednak, bo to moim zdaniem najfajniejsza świątynia na trasie. Jest stosunkowo mało popularna, więc nawet w środku dnia nie była zatłoczona. Zobaczyć tu można baseny, gdzie Balijczycy dokonują rytualnej ablucji, poprzyglądać się fantastycznie rzeźbionym detalom i dekoracjom. Ładny widok na świątynię jest też z góry, z drogi.

Zwiedzanie hinduistycznych świątyń na Bali – co warto wiedzieć?

By zajrzeć do balijskich świątyń trzeba przestrzegać kilku ważnych zasad:

  • panie w trakcie menstruacji nie mogą wejść na teren żadnej ze świątyń. Oczywiście nikt tego nie sprawdzi, ale to kwestia szacunku wobec kultury i obyczajów, dlatego w miarę możliwości, trzeba niestety zaplanować zwiedzanie w odniesieniu do swojego cyklu menstruacyjnego;
  • by odwiedzić świątynie zarówno kobiety, jak i mężczyźni muszą założyć sarong (długą do kostek, zawijaną wokół bioder spódnicę). Sarong można kupić na straganach (od 35,000 rupii w nieskończoność), ale większość świątyń też pożycza sarongi na okoliczność zwiedzania. W czasie ważnych świąt obowiązuje tzw. pełny adat, czyli kompletny strój: dla kobiet sarong, szarfa na biodrach i koszula z długim rękawem, dla panów sarong, dodatkowa zewnętrzna spódnica, bluzka przynajmniej z krótkim rękawem i specjalna opaska na głowę;
  • wchodząc do świątyń nie trzeba zdejmować butów.
Panowie także muszą założyć sarong w świątyni.
TIRTA EMPUL

Pura Gunung Kawi Sebatu – świątynia Tirta Empul – 5 km, 15 min., cena: 50,000/os. + parking: 2,000

Bardzo popularna świątynia, co niestety przekłada się też na naruszenie jej klimatu. Podobnie jak w poprzedniej, wyznawcy hinduizmu dokonują tu rytualnej puryfikacji poprzez zanurzenie w wodzie. Niestety (moim zdaniem) pozwala się też na to turystom. Co otrzymujemy w efekcie? Garstkę hinduistów, którzy w modlitewnym skupieniu, z kadzidłami i ofiarami dokonują rytuału oraz tłum “białasów”, który z udawanym namaszczeniem i koniecznie złożonymi modlitewnie rękoma zanurza się nieśmiało w wodzie (dziewczyny koniecznie tak, by nie stracić makijażu!), a tuż obok tłoczy się tłum, który ma za zadanie sfotografować te jednostki doświadczające właśnie “uduchowienia na Bali”. Smutne, bo wygląda to trochę na komedię w wydaniu ludzi, którzy pewnie w większości ani idei, ani duchowego aspektu całego tego aktu nie rozumieją (o ile nie są wyznawcami tej religii). Niemniej świątynia jest ciekawym miejscem i jeśli przymknąć oko na to co powyżej, to można rzeczywiście poczuć, że jest się w miejscu dla Balijczyków szczególnie ważnym.

PURA GUNUNG KAWI

Tirta Empul – Pura Gunung Kawi, 1,5 km, 5 min., cena: 50,000/os. + parking: darmowy

Już na etapie dojazdu do tej świątyni można się zmęczyć – trzeba przedrzeć się przez tłum sprzedawców, oferujący wszystko od sarongów po drewniane fallusy, po naciągaczy usiłujących wmówić ci, że musisz zaparkować i zapłacić. Nic bardziej mylnego – wystarczy dojechać do samych kas przed świątynią i można zaparkować skuter zupełnie za darmo. Uwaga! Naciągacze bywają dosyć agresywni, trzeba ich wyminąć i robić swoje.

Ostatecznie nie weszliśmy do tej świątyni. Odstraszyła nas cena – 50,000 za osobę plus komentarze w Internecie, że tak naprawdę nie jest tego warta. Jeśli jednak masz w zamiarze kolekcjonować odwiedzone balisjkie świątynie lub po prostu kultura materialna wyspy bardzo cię interesuje, to z pewnością jest to jedno z ważniejszych miejsc do odwiedzenia.

GOA GAJAH

Tirta Empul – świątynia Goa Gajah – 14 km, 30 min., cena: 50,000/os. + parking: 2,000

Bardzo ładnie położona świątynia – urok miejsca można docenić jednak dopiero, jeśli zejdzie się z głównego dziedzińca niżej, do swoistego ogrodu, który rozciąga się w dolinie – tam jest magicznie! Znajdziecie tu nie tylko baseny z pięknymi figurami tryskającymi wodą, świątynię wykutą w skale, do której wchodzi się przez…wielkie usta, ale także gigantyczne, piękne drzewo i wodospady. Bardzo malownicze miejsce.

Powrót do Ubud: 5 km, 20 minut.

Dzień 3. Z Ubud w okolice jeziora Beratan. Dystans: 94 km. Nocleg: okolice Bedugul lub Munduk

TARASY RYŻOWE JATILUWIH

Ubud – tarasy ryżowe Jatiluwih – 40 km, 1,5 godz., cena: 40,000/os. + parking: darmowy (w okolicy warunga)

Tarasy ryżowe w Jatiluwih są po prostu przepiękne i moim zdaniem stanowią znacznie ciekawszy cel wycieczki niż Tegalalang. Warto podjechać do nich od strony świątyni Pura Luhur Besi Kalug i małej kawiarni o nazwie warung Samboga, a potem ruszyć schodami w górę tarasów, ścieżką za kawiarnią. Wtedy znajdziecie się od razu w najbardziej stromej i malowniczej części tarasów, do której dociera znacznie mniej turystów i gdzie z bliska można przyjrzeć się pracy rolników. Wędrując dalej na północ dotrzecie do głównego punktu widokowego z wielką figurą bogini, opiekunki ryżu, skąd kierując się w prawo dotrzecie z powrotem na parking przy kawiarni.

WODOSPAD LEKE LEKE

Jatiluwih – Wodospad Leke Leke, 18 km, 45 min., cena: 50,000/os. + parking: darmowy

Z Jatiluwih warto skierować się w stronę wodospadu Leke Leke – droga jest bardzo malownicza, a po prawej stronie wciąż otwierać będzie się widok na tarasy. My niestety, po dotarciu nad wodospad zrezygnowaliśmy z wejścia. Odstraszyła nas cena i nie byliśmy szczególnie zdeterminowani, bo widzieliśmy już wiele naprawdę pięknych. Wodospad cieszy się bardzo dobrą opinią wśród turystów, więc jeśli lubicie takie atrakcje, to zapewne warto.

Jeśli lubicie wodospady, to po drodze można jeszcze zajrzeć do wodospadu Nungung. My tam niestety nie dotarliśmy.

ULUN BERATAN TEMPLE

Leke Leke – Ulun Bertan Temple – 15 km, 45 min, cena: 50,000/os. + parking: 2,000

Świątynia Ulun Bertan położona jest całkiem malowniczo, nad jeziorem Beratan. Szczerze mówiąc, miejsce to bardzo nas rozczarowało. Wstęp jest drogi (choć co sprytniejsi i uważniej czytający mapę, spokojnie znajdą alternatywne i wcale nie takie nielegalne, darmowe wejście), a na terenie kompleksu i tak nie można wejść do środka żadnej świątyni. Zostaje więc podziwianie jednej, jedynej świątyni z wysokim “meru”, czyli rodzajem wieżyczki, przypominającej formą pagodę.Kiedy tam byliśmy, na miejscu zastaliśmy dzikie tłumy turystów, a cała okolica została zastawiona jakimiś tandetnymi jarmarkami.

Jeśli wybrać się w te okolice, to z uwagi na piękne widoki, jakie roztaczają się z trasy na jezioro Beratan i sąsiednie Buyan. Trasa prowadzi wysoko, jest kręta, ale bardzo malownicza, zwłaszcza kiedy pokonuje się ją o zachodzie słońca lub wcześnie rano.

Tuż po wschodzie słońca z trasy widzimy wulkany na Jawie!

Dla miłośników wodospadów

W okolicy odwiedzić można jeszcze dwa słynne wodospady: Gitgit oraz Banyumala Twin Waterfalls. Nie zajrzeliśmy do żadnego z nich, ale jeśli temat wodospadów Was interesuje, to zajrzyjcie na bloga Wanderers and Warriors,gdzie autorzy opisują wycieczki do chyba wszystkich balijskich wodospadów. Warto tylko mieć na uwadze, że ceny względem tych, które podają wzrosły o przynajmniej 50%.

Dzień 4. U podnóża wulkanów. Z Munduk do Kintamani. Dystans: 103 km. Nocleg: okolice Kintamani

WODOSPAD SEKUMPUL

Munduk – wodospad Sekumpul, 30 km, 1,5 godz., cena: 20,000/ os. (punkt widokowy), 125,000/os. (zejście do wodospadu) + parking: 2,000

Z wioski Munduk pojechaliśmy długą i krętą, ale widokową trasą do wodospadu Sekumpul. Ten najwyższy na całym Bali ma opinię jeszcze stosunkowo dziewiczego i mało turystycznego. Nic bardziej mylnego! Niestety, kręci się już wokół tego miejsca niezły interes.

Na początku wspomnieć należy, że już na trasie, jakieś 10 kilometrów przed wodospadem zaczynają się “punkt rejestracji”, skąd grupy nastoletnich chłopaków będą na Was wyskakiwać i namawiać do zatrzymania się pod pretekstem “rejestracji turystów”. Nie ma w ogóle takiego obowiązku i nie należy się nimi przejmować – cała ta maskarada służy przymuszeniu turystów do wzięcia przewodnika!

Okazuje się bowiem, że od lutego 2019 nie można samodzielnie zjeść do wodospadu Sekumpul, ani do sąsiedniego Figi. Jeśli macie ochotę stanąć pod wysokim strumieniem wody, musicie słono za to zapłacić – za zejście do samego Sekumpul 125,000/os., a 200,000/os. za odwiedzenie Figi dodatkowo. Oczywiście nie ma żadnych trudności na tej trasie, jest to po prostu kolejna szansa dla Balijczyków na zrobienie niezłego interesu na turystach pod pretekstem wzięcia przewodnika, więc to robią. Dla nas była to cena zaporowa, więc zdecydowaliśmy się tylko na opcję budżetową – zobaczenia wodospadów z punktu widokowego w cenie 20,000/os.

Teraz UWAGA – jeśli przyjedziecie do Sekumpul od PÓŁNOCY, to będziecie mieli do wyboru tylko drogie pakiety z przewodnikiem, gdyż będziecie po stronie wodospadu. Jeśli jednak dotrzecie tu ścieżką od POŁUDNIA, to możecie wybrać opcję punktu widokowego.

Wodospad Sekumpul, a po prawej w głębi Figi.
WULKAN BATUR

Wodospad Sekumpul – w stronę wulkanu Batur i Kintamani, 65 km, 2,5 godz.

Z Sekumpul udaliśmy się w długą trasę nad jezioro i wulkan Batur. Wybraliśmy trasę wzdłuż wybrzeża, by trochę odpocząć od nieustannych zakrętów i zobaczyć też wulkaniczne, czarne północne krańce Bali. Odbiliśmy drogą odchodzącą na południe przed miejscowością Desa Terjakula i od razu niemal mogliśmy cieszyć oczy pięknymi panoramami morza.

Wspinaliśmy się przez strome, kręte drogi prowadzące przez malownicze balijskie wioski. Po drodze minęliśmy świątynię Pura Punca Penulisan – chyba najwyżej położoną na całej wyspie, do której trzeba wspiąć się po stromych schodach. Nagrodą jest ponoć fantastyczna panorama na wulkany Batur i Agung. Miejsce jest szczególnie popularne na wschód słońca. Cena: 30,000/os.

Dalej na trasie do wioski Batur towarzyszyć Wam będą przepiękne widoki na wulkan Batur, a jeśli macie szczęście i nie przesłonią go chmury, to na drugim planie zobaczycie też majestatyczny Agung – najwyższy szczyt na całej wyspie. Warto zatrzymać się w którymś z okolicznych barów lub kawiarni i wypić kawę z takim widokiem. Gdy byliśmy tam po południu (ok. 15) widoki były doskonałe.

Po lewej wulkan Batur, po prawej najwyższy na Bali – Agung.
POLE CZARNEJ LAWY

Mijając zabudowania wioski Batur, warto skręcić na wschód i zjechać na pole czarnej lawy. Jest to prawdziwie księżycowa kraina, widoki na wulkan Batur świetne. Droga jest bardzo stroma, ale zdecydowanie polecamy. Na nocleg warto zjechać do nieodległego Kintamani i cieszyć się widokiem jeziora o zachodzie słońca.

Wulkan Batur i pole czarnej lawy u jego stóp.
Droga przez pole czarnej lawy.

Trekking na wulkan Batur

Kintamani to też doskonały punkt wypadowy dla wszystkich, którzy marzą o zdobyciu wulkanu Batur. My też chcieliśmy, ale odkąd dowiedzieliśmy się, że turyści są zmuszani do wzięcia przewodnika, a jeśli się opierają, to Balijczycy nie przebierają w środkach (czytaliśmy mrożące krew w żyłach historie o groźbach i rzucaniu kamieniami w turystów), więc odpuściliśmy.

Na wielkiej kalderze, na obu brzegach jeziora Batur rozlokowane są różne punkty widokowe doskonałe do podziwiania wschodu słońca. My nie mieliśmy takich ambicji, ale jeśli wschody słońca to Wasza rzecz, to koniecznie sprawdźcie koordynaty na Open Street Maps.

Dzień 5. Przez ogrody i świątynie na wybrzeże. Dystans: 90 km. Nocleg: okolice Amed / Tulamben

PURA BESAKIH

Okolice Kintamani – świątynia Pura Besakih – 23 km, 45 min., cena: 60,000 + parking: za darmo

Dotarcie z Kintamani do świątyni Pura Besakih zajęło nam nieco ponad godzinę. Winne temu są oczywiście przepiękne widoki na wulkan Batur, a potem także imponujący Agung. Do świątyni dojechaliśmy o 9:30 i muszę powiedzieć, że byłam zaskoczona tym, że było tak pusto! Dowiedziałam się potem, że turyści ściągają tu tłumnie około południa. Rzeczywiście, kiedy kończyłam swoje zwiedzanie ok. 11 zrobiło się już tłoczniej.

Miałam ogromne obawy związane z odwiedzinami tego miejsca, gdyż uchodzi ono za to, w którym można zostać najokrutniej oszukanym i najbardziej napastowanym przez naciągaczy na całej wyspie! Naczytałam się o przymusowych przewodnikach, wciskaniu sarongów czy wymuszaniu wysokich napiwków. Wygląda jednak na to, że sprawa została uregulowana. Teraz w cenie biletu (60,000/os.) mamy zarówno wypożyczenie sarongu, jak i zwiedzanie z przewodnikiem. Wybierając mojego przewodnika po prostu stanęłam wśród ich grupy i powiedziałam, że nie dam żadnego napiwku, bo oprowadzanie mam w cenie. Trafił mi się całkiem sympatyczny przewodników, dużo wiedział i naprawdę się starał. Zasugerował mi tylko raz, delikatnie, że dostaje datki za swoją pracę. Ponieważ byłam naprawdę zadowolona i nie czułam się nagabywana, dałam mu napiwek w wysokości 20,000.

Przyjeżdżając do Pura Besakih trzeba uważać tylko na parkingowych naciągaczy – możecie śmiało wyminąć wszystkie blokady na drodze kierujące Was na “oficjalny parking” czy “turystyczny parking”. Przy bocznych kasach biletowych zaparkowaliśmy zupełnie legalnie i za darmo.

OGRODY TAMAN TIRTAGANGGA

Pura Besakih – ogrody Taman Tirtagangga – 32 km, 1,5 godz., cena: 30,000 / os., + parking: 2,000

Jadąc z Pura Besakih do Tama Tirtagangga koniecznie wybierzcie boczną drogę między Duda Timur a Sibetan. Widzieliśmy tam naprawdę zachwycające tarasy ryżowe i to takie nieprzemienione w turystyczną atrakcję – autentyczne, dzikie, bez żadnych biletów wstępu i tandetnych dekoracji z wikliny. Zdecydowanie warto!

Taman Tirtagangga to bardzo urokliwe miejsce – ogrody, w którą główną rolę grają sadzawki z ogromnymi rybami, piękne fontanny, rzeźby i roślinność. Uroku tego miejsca (swoją drogą, całkiem niewielkiego) odbierają jednak…tłumy turystów, namiętnie pozujące na stopniach “ścieżki” prowadzącej po jednej z sadzawek. Miejscem tym z pewnością można się zachwycić, jednak wtedy najlepiej przyjechać tu o samym świcie – przed tłumami.

W ogrodach zastaliśmy tłumy.
Przy odrobinie wysiłku można jednak dostrzec urok tego miejsca.

Taman Tirtagangga – Amed, 17 km, 45 min.

Na trasie do Amed znajduje się bardzo znana – zwłaszcza użytkownikom Instagrama – świątynia Lempuyang, zwana Wrotami Niebios. To tu powstają słynne zdjęcia postaci stojących przed wąskim wejściem świątyni, z widokiem na wulkan w tle, odbijające się w nieskazitelnie gładkiej tafli “wody”. Cóż, “woda” to tak naprawdę lusterko przedsiębiorczego Balijczyka, który z trzaskania takich fotek turystom zrobił świetny interes. By mieć takie ujęcie o wschodzie słońca trzeba czekać ponoć aż…4 godziny w kolejce! My nie byliśmy tak zdeterminowani, ale jeśli zależy Wam na takim zdjęciu, to nie jest to droga przyjemność – jedyne 10,000 plus dotacja za wejście do świątyni.

Dzień 6: Nurkowanie w Tulamben / snorkeling w Amed, nocleg w Amed / Tulamben

Okolice Amed i Tulamben to doskonałe miejsce do tego, by nacieszyć się podwodnym światem, dlatego zdecydowanie polecam, by poświęcić jeden dzień na przejęcie podwodnej perspektywy. Niezależnie czy nurkujecie czy snurkujecie, jest tu co robić.

Jeśli chodzi o nurkowanie to najlepsze miejsca znajdują się w okolicy Tulamben – mowa tu przede wszystkim o słynnym wraku USS Liberty – najpopularniejszej miejscówce nurkowej na Bali! Nie dziwi mnie to wcale, sama postanowiłam nurkować aż dwa razy w tym miejscu, takie było czadowe! Do zobaczenia jest mnóstwo korali, gąbki, fantastyczne ryby (których nazw niestety nie znam), w czasie drugiej próby zobaczyłam też murenę i żółwia! Zdecydowanie warto!

Wrak jest położony częściowo bardzo płytko – ledwie 5 metrów pod powierzchnią wody i kilkanaście metrów od plaży, więc to także niezły spot snorkellingowy.

Jeśli jednak tylko pływacie z rurką, to warto wybrać miejsca snurkowe w okolicy Amed – najlepsze to Jemeluk Bay z ogromną ilością ciekawych ryb, japoński wrak (kilka kilometrów dalej na wschód) oraz Lipah Beach (choć to miejscówka uchodzi za najsłabszą z trzech).

Jeśli snorkeling lub nurkowanie to nie sporty dla Was, ale chcielibyście powypoczywać trochę na plaży, to zamiast jechać do Amed czy Tulamben, lepiej skierujcie się bardziej na wschód – w okolicach miasta Amlapura znajduje się Virgin Beach – ponoć jedna z najładniejszych plaż na Bali.

Widok z tarasu naszego hostelu w Amed – wulkan Agung o świcie.

Dzień 7. Powrót do Ubud. Dystans: 90 km, 3 godz.

Ponieważ rano tego dnia jeszcze nurkowałam i wyjechaliśmy z Amed późno, postanowiliśmy po prostu jechać powoli i delektować się krajobrazami. Było warto! Po raz kolejny przekonałam się, że na Bali najpiękniejsza jest jego zieloność i prosty urok krajobrazu.

Jeśli jednak chcielibyście spędzić ten dzień bardziej ambitnie, to w drodze powrotnej do Ubud odwiedzić można kilka interesujących miejsc: można podjechać na wspomnianą Virgin Beach, do tradycyjnej wioski Tenganan lub na Błękitną Lagunę w okolicach Padangbai. Można też wydłużyć pobyt na Bali i zatrzymać się w wiosce Sidemen, która ponoć jest bardzo spokojnym miejscem, gdzie można naładować baterie, a przy okazji zrobić np. kurs gotowania. Niestety, żadnego z tych miejsc nie odwiedziliśmy, więc nie możemy podzielić się osobistymi doświadczeniami.

Zaproponowana przeze mnie trasa to 5 dni pięknych widoków i 420 kilometrów jazdy, która pozwoli Wam nacieszyć się krajobrazami, urokiem balijskich wiosek, zatrzymać się i popodglądać rytuały w okolicznej świątyni. program nie jest napięty, właśnie po to, by móc się atmosferą wysypy cieszyć na spokojnie, a w razie głodu wrażeń – uzupełnić go dodatkowymi atrakcjami. Dajcie znać, co sądzicie. Czy podoba Wam się taka trasa? Co byście dodali? Wszystkie uwagi mile widziane!

Jeśli uważacie, że ten post jest wartościowy i pomoże poznać uroki Bali – udostępnijcie go! Mi będzie miło, a ktoś inny będzie miał udane wakacje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *