Porady

6 rewelacyjnych gadżetów podróżniczych, których pewnie nie używasz, a warto!

To nie jest wpis sponsorowany, bo nikt mi takich propozycji nie składa, za to kieruje mną chęć podzielenia się z Wami patentami, które przetestowaliśmy w naszej (już) 11-miesięcznej podróży i które okazały się rewelacyjne i bardzo pomocne. Nie czytałam o nich nigdy wcześniej na żadnym z blogów, nie znalazły się na żadnej z list “10 najlepszych prezentów dla podróżnika”, które przeglądałam. Wzięcie ze sobą tych gadżetów wyniknęło z naszych potrzeb i po ponad 300 dniach nieustannego testowania ich w terenie mogę śmiało powiedzieć, że bez nich nasz komfort podróży byłby na pewno niższy.

Saszetka Pacsafe

Moja jest ze mną od Meksyku, Artur swoją kupił specjalnie na naszą długą podróż. To rozwiązanie, które daje nam poczucie bezpieczeństwa, jeśli chodzi o dokumenty, karty czy pieniądze. W przeciwieństwie do zwykłych nerek, saszetki są tak skonstruowane, by można je było z łatwością zakamuflować pod ubraniem – robiłam tak w Meksyku, w Azji niekoniecznie odczuwam potrzebę, ale wiem, że w każdej chwili mogę to zrobić. Wersja, na którą my się zdecydowaliśmy ma dwa, moim zdaniem kluczowe, zabezpieczenia: zbrojony pasek, którego nie da się tak łatwo przeciąć oraz materiał z technologią RFIDsafe, która sprawia, że nie można odczytać danych naszych kart zbliżeniowo. Do tego oczywiście maleńki, kryty zasuwak, a sam zatrzask, którym zapina się saszetkę wokół bioder automatycznie wsuwa się w małą kieszonkę, sprawiając, że nie tak łatwo postronnej osobie go odpiąć! Saszetki są wygodne, miękkie w dotyku, nie podrażniają ciała. Po 11 miesiącach nieustannego zasuwania i odsuwania, zamki błyskawiczne musieliśmy już wymienić, ale i tak uważam, że warte były każdej złotówki.

Świeżutka i nowiuteńka saszetka Pacsafe w dniu naszego wyjazdu do Meksyku.
Moją saszetkę szczególnie chętnie noszę na plecach. Może to mniej bezpieczne rozwiązanie w mieście, ale gdy nie obawiam się kieszonkowców, mogę sobie na to śmiało pozwolić.

Filtr do wody Sawyer Mini

Kupiliśmy go w ostatnim momencie przed wyjazdem i nie żałuję. W Azji Południowo-Wschodniej nie korzystamy z niego zbyt często, za to w Azji Centralnej, zwłaszcza w górach, był dla nas na wagę złota. Przefiltrowywaliśmy za jego pomocą wodę ze strumieni, jezior, niepewnych kranów, a nawet kałuży!

Filtr pasuje na gwinty większości plastikowych butelek, więc można filtrować wodę od razu w trakcie picia.

Działanie filtra Sawyer polega na tym, że woda oczyszcza się przepływając przez szereg drobniuteńkich kanalików, które zatrzymują większość groźnych dla zdrowia bakterii czy pierwotniaków, a także zwyczajne zanieczyszczenia. Przepłukanie filtra w drugą stronę oczyszcza go i sprawia, że można używać w zasadzie w nieskończoność. I co najlepsze – filtrowanie jest łatwe (można przepompować przez niego wodę do butelki, lub po prostu nakręcić na gwint i filtrować w trakcie picia), a filtr mieści się w dłoni i waży 57 gramów!

W zestawie Sawyer Mini, poza samym filtrem, dostajemy też wielką strzykawkę (do przepłukiwania filtra), rurkę (gdy chcemy pić wodę np. prosto z jeziora i przepuszczać ją przez filtr) oraz plastikowy, ale niezwykle wytrzymały worek, z pomocą którego można przeciskać wodę do butelki (w wersji mini o pojemności 470 ml).

Miękkie, plastikowe deski do krojenia z Ikea (FINFÖRDELA)

Artur patrzył sceptycznie na ten pomysł, ale teraz bez naszych wielofunkcyjnych desek ani rusz! Miałam rację – sprawdzają się w podróży doskonale. Jako deski do krojenia, ale także talerze czy przykrywki, a do pewnego czasu także jako osłona palnika przed wiatrem. Niestety, w wyniku takiej nieostrożnej operacji w moim wydaniu, nadtopiły się i są mocno powyginane, ale i tak jadą dalej z nami!

Deski mieliśmy w domu już wcześniej, ale na potrzeby wyjazdu jedną przecięłam na pół i wsunęłam na tył plecaka. Nie zajmują wcale miejsca, nic nie ważą, nic nie kosztują, a pożytek z nich co nie miara!

Nasze deski już mocno nadwyrężone, ale dalej pełnią swoją funkcję!

Boc’n’roll

Dwie chusty kanapkowe Boc’n’roll są z nami już od niemal 5 lat – w podróży i w domu. Używamy ich najczęściej jako “talerzy”, żeby jakieś pozory kultury zachować na kempingu, ale też zawijamy w nie jedzenie: kanapki, owoce, ciastka, właściwie wszystko. Sprawdzają się też do przechowywania czy przykrycia czegoś, np. chleba. Po wszystkim przecieramy je wilgotną szmatką, a kiedy naprawdę się zabrudzą – pierzemy w kilka minut w rękach lub pralce i są znów czyste. Idealne nie tylko w podróży, ale też na kanapki do pracy, zamiast folii aluminiowej lub plastikowej. Całą gamę przepięknych wzorów zobaczyć można na stronie producenta, a najprościej zamówić na Allegro.

Kanapki zawinięte w chustę w trakcie zwiedzania Angkor Wat w Kambodży.

Zestaw silikonowych naczyń Sea To Summit X-series

Artur dostał ten niezwykle pomysłowy zestaw na pożegnanie z pracą przed wyjazdem. Nie mogliśmy więc nie zabrać go ze sobą. Komplet składa się z dużego garnka z aluminiowym denkiem, dzięki któremu można używać go do gotowania, pokrywki, dwóch miseczek i dwóch kubków. Garnek ma pojemność 2,8 l, więc spokojnie można w nim już ugotować np. makaron. Kubki mają 480 ml pojemności, a miski 650 ml. Tych ostatnich, kiedy są złożone, używamy niekiedy jako talerzy. Pokrywka jest perforowana, dzięki czemu można z łatwością z jej użyciem coś odcedzić. Garnek już po Nepalu poleciał do domu, ale miski i kubeczki są wciąż z nami i używamy ich bardzo często.

Wady? Można gotować tylko przy użyciu kuchenek gazowych, gdzie ściśle da się kontrolować płomień. W przeciwnym razie silikon może zostać uszkodzony. Trzeba też bardzo uważać na uszkodzenia mechaniczne. Poza tym to naprawdę świetny i bardzo przemyślany sprzęt.

Panowie Kazachowie degustują kumys z użyciem naszego kubka Sea To Summit.

Kosmetyczka z haczykiem

Byłam wobec niej sceptyczna i wahałam się do ostatniej chwili. Wydawała mi się za duża na moje potrzeby i brakowało mi pewności, że będę z niej korzystać. Tak szybko jednak, jak wyjechaliśmy do Azji, przekonałam się, że to najlepsze rozwiązanie z możliwych. Haczyk sprawia, że mogę ją powiesić naprawdę wszędzie i zabezpieczyć moją kosmetyczkę przed wodą czy…brudem, o który w Azji nietrudno w warunkach toaletowych. Rzadkością są tu też kabiny prysznicowe, o udogodnieniach typu półeczki nie wspominając. W razie potrzeby, kieszonki mojej kosmetyczki służą mi właśnie za takie “półeczki”, gdzie mogę położyć bezpiecznie ręcznik czy ubranie. Naprawdę, zachwyciło mnie jak takie proste rozwiązanie wiele zmienia!

Moja kosmetyczka nie jest markowa, kupiłam ją za 20 zł na Allegro i odchudziłam poprzez odpięcie jednej, wewnętrznej dodatkowej części. Jeśli ktoś jednak ma ochotę, to z powodzeniem może zainwestować w ultralekkie modele popularnych marek trekkingowych i na pewno sprawdzą się też doskonale.

Z taką kosmetyczką poranna toaleta wśród jurt to żadne wyzwanie.

Warto uzupełniać swój ekwipunek o gadżety, które często nie zajmując wiele miejsca i nie obciążając plecaka zanadto, wyraźnie poprawiają komfort samej podróży. U nas tak jest w przypadku tych sześciu, wspomnianych powyżej. Używacie którychś z nich? Które pomysły chętnie wykorzystacie? A może macie swoje własne, ulubione podróżnicze drobiazgi, które świetnie się sprawdzają? Jeśli tak, koniecznie dajcie znać w komentarzach, by wszystkim podróżowało się sprytniej i wygodniej!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *